Moje pasje
Tak, mam swoje pasje, a właściwie jedną w pełnym tego słowa znaczeniu. To kitesurfing czyli pływanie na desce przy pomocy latawca. Kajty to dla mnie cała masa różnych przeżyć i doznań, wśród których najważniejsze jest odczuwanie łączności z przyrodą, siłami natury, z Bogiem. Na kajcie płynie się samemu, nie można z nikim rozmawiać, za to słyszy się wiatr, wodę, czasem mewy. Świat wygląda tam zupełnie inaczej.
Te chwile są dla mnie jak katharsis i przynoszą mi dużo więcej niż związane z tym sportem przypływy adrenaliny, czy nowe tricki i ewolucje.
Podobne doznania, choć o zupełnie innym charakterze, daje nurkowanie, a po drugiej stronie sportowych przyjemności jest snowboard, żeglowanie, jazda na motokrosie oraz muay thai – czyli boks tajski. Muay Thai jest dla mnie czymś więcej niż sportem walki. Nie chodzi w nim o przemoc ani o pokonanie drugiego człowieka, ale przede wszystkim o walkę z samym sobą – ze zmęczeniem, bólem, strachem i własnymi ograniczeniami. To sport, który uczy dyscypliny, pokory i szacunku dla przeciwnika oraz trenera. W pewnym sensie im lepiej poznaje się tę sztukę, tym mniej chodzi w niej o samą walkę, a bardziej o panowanie nad sobą. Każdy trening jest próbą przesunięcia własnych granic i sprawdzenia, ile jeszcze można z siebie wykrzesać. W Krakowie trenuję w klubie Amnat, w Tajlandii w Rittisak (na wyspie Pangan).
Cała ta sfera życia ma dla mnie bardzo istotny wymiar, który wiąże się ze spotkaniami z ludźmi. Wspólne zainteresowania dają okazję do przecinania się dróg przeróżnych osobowości, a poznawanie ich jest dla mnie niezwykle cenne.
Lubię dobrą książkę i muzykę, niedawno odkryłem, że dojrzałem do tego, aby pełniej i aktywniej uczestniczyć także w życiu kulturalnym Krakowa, stąd coraz częstsze wizyty w muzeach, na wystawach, w galeriach.


